Choć w ostatnich dniach sytuacja na rynku paliw nieco się uspokoiła, przedstawiciele branży i otoczenia gospodarczego nie mają złudzeń - do realnej stabilizacji wciąż jest daleko. Spadek cen na stacjach i wyhamowanie wahań na rynku hurtowym dają firmom chwilowy oddech, ale nie rozwiązują podstawowego problemu, jakim pozostają wysokie koszty działalności i brak przewidywalności w planowaniu przewozów oraz inwestycji. Jak ocenia Wojciech Teszner, ekspert Północnej Izby Gospodarczej i właściciel kilku stacji paliw w województwie zachodniopomorskim, dysproporcje pomiędzy cenami hurtowymi i detalicznymi wyraźnie się zmniejszyły. Nie oznacza to jednak, że rynek wrócił do równowagi. Jego zdaniem obecna sytuacja jest utrzymywana przede wszystkim dzięki mechanizmom osłonowym oraz pozornemu uspokojeniu sytuacji na Bliskim Wschodzie, a nie trwałym fundamentom rynkowym.
Podobnie sytuację oceniają przedstawiciele biznesu. Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, zwraca uwagę, że choć obecnie ceny paliw są najniższe od sześciu tygodni, przedsiębiorcy nadal funkcjonują w warunkach dużej niepewności. Kluczowe pytania dotyczą nie tylko tego, jak długo potrwa obecny spadek cen, ale również jak długo państwo będzie w stanie utrzymywać tarczę paliwową oraz jak będą przebiegały negocjacje pomiędzy firmami transportowymi a ich klientami w sprawie stawek i warunków współpracy w drugiej połowie 2026 roku. Sytuacja sektora TSL pozostaje bardzo trudna, ponieważ firmy mierzą się jednocześnie ze spadkiem marż, rosnącymi stratami i poczuciem stagnacji. Wyższe ceny paliw przekładają się bezpośrednio na wzrost kosztu każdego kilometra i każdej jednostki produkcji, a to wpływa nie tylko na sam transport, ale również na całe łańcuchy dostaw. W jej ocenie przewoźnicy słusznie wskazują, że wzrost cen był gwałtowny, natomiast ewentualne spadki będą rozciągnięte w czasie i mogą trwać nie tygodnie, lecz miesiące. Dodatkowym sygnałem pogarszających się warunków rynkowych jest ograniczanie przez kierowców transportu długodystansowego, który staje się coraz mniej opłacalny.
Jeszcze w marcu rynek mierzył się z realnym ryzykiem zatrzymania sprzedaży oleju napędowego na stacjach. Obecnie takie zagrożenie już nie występuje, ale nie zmienia to faktu, że rynek nadal pozostaje kruchy. Teszner określa obecną sytuację jako funkcjonowanie na fali „ręcznej regulacji”, podkreślając, że nawet jeśli napięcia geopolityczne chwilowo osłabły, to skutki ostatnich zawirowań będą odczuwalne przez długi czas. W jego ocenie konsekwencje dla całego rynku będą miały charakter długoterminowy. Na trudne realia działalności firm przewozowych zwraca uwagę również Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych. Jego prezes, Dariusz Matulewicz, przyznaje, że ostatnie miesiące przypominają branży sytuację z okresu wybuchu wojny w Ukrainie czy początku pandemii. Jak zaznacza, transport potrzebuje nie tyle krótkotrwałych interwencji, ile stabilnych cen paliw i przewidywalności w kształtowaniu łańcuchów dostaw. Gdy ceny paliwa rosną o połowę, nawet tarcze i osłony nie są w stanie zapewnić firmom bezpiecznych warunków funkcjonowania. Obecnie zarówno przewozy krajowe, jak i międzynarodowe są realizowane bez realnej perspektywy rentowności. Branża uważnie śledzi rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, ale równie uważnie obserwuje reakcje polskich władz. Przewoźnicy podkreślają, że w obliczu kolejnych kryzysów wiele ważnych dla gospodarki problemów pozostaje nierozwiązanych.
Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych ponowiło apel o wsparcie skierowany do premiera Donalda Tuska. Jak relacjonuje Dariusz Matulewicz, odpowiedź miała charakter lakoniczny i odsyłała organizację do właściwych resortów. W ocenie przewoźników to kolejny przykład przeciągających się procedur i braku konkretnych rozstrzygnięć, podczas gdy sytuacja ekonomiczna firm wymaga szybkich i realnych działań.
Źródło: Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Utworzona: 2026-04-20
