Josephs.ScotBorowiak Properties Ltd

Pracując za kółkiem trzeba być mamą na 200 procent

Utworzona: 2024-05-26


Z okazji Dnia Matki rozmawiamy z Anną Dąbrowską, kierowcą zawodowym i przedsiębiorcą transportowym, mamą 13-letniej Elizy.

Anna Dąbrowska prowadzi firmę transportową i sama jeździ ciągnikiem siodłowym MAN z naczepą kurtynową "wkoło komina", co oznacza, że codziennie nocuje w domu. W przeszłości jednak różnie z tym bywało. Jest wiceprezesem Stowarzyszenia Klub Polskiego Trakera. Mieszka w miejscowości Obory (powiat chełmiński) w woj. kujawsko-pomorskim.

Na początek proszę powiedzieć coś o swojej karierze zawodowej w branży transportowej, zdobytym doświadczeniu, charakterze pracy za kierownicą ciężarówki…

Pracuję jako kierowca w transporcie drogowym od 18 lat. Pierwszym ciężkim pojazdem, który prowadziłam była 4-osiowa wywrotka pracująca na budowie północnego odcinka autostrady A1. Później były ciągniki siodłowe spięte z różnego typu naczepami - izotermą, plandeką, ruchomą podłogą. Kilka lat temu jeździłam do Anglii, a zjazdy do bazy odbywały się w cyklach jednotygodniowych, chociaż kilka razy zdarzyło się, że weekend spędzałam gdzieś w trasie. Było też i tak, że do domu zjeżdżałam co drugi dzień. Jak widać, gama moich transportowych doświadczeń jest dość szeroka. Obecnie kieruję zestawem z naczepą kurtynową, którą przewożę głównie papier w rolach i makulaturę. Jest to transport regionalny, jeżdżę wkoło komina, więc każdą noc spędzam w domu. W 2017 r. uzyskałam certyfikat kompetencji zawodowych w transporcie rzeczy i stałam się również przedsiębiorcą. Wtedy kupiłam pierwsze auto i rozpoczęłam własną działalność, którą prowadzę do dnia dzisiejszego. W szczytowym momencie byłam właścicielką trzech ciągników siodłowych, a teraz stan posiadania mojej firmy zmniejszył się do dwóch, co oznacza, że jeżdżę sama i zatrudniam jednego kierowcę.

Wybrała Pani zawód kierowcy, wiedząc, że to praca ciężka, bardziej dla mężczyzn niż dla kobiet, a długie nieobecności w domu mogą znacznie utrudniać wychowanie dziecka. Wybór więc był trudny, czy łatwy?

Dla mnie był bardzo łatwy - z tego względu, że od dwunastego roku życia chciałam być kierowcą ciężarówki. Niedaleko mojego domu mieszkała dziewczyna, która jeździła ciężkimi pojazdami, a nawet w pewnym okresie prowadziła swoją firmę transportową. Panią Lilę, moją idolkę z lat dziecięcych, nadal spotykam na załadunkach. Dzięki niej już jako bardzo młody człowiek zrozumiałam, co chcę robić w życiu. Przyznam, że pragnienie z dzieciństwa w wieku nastoletnim trochę się zamazało, odeszło na bok, ale jako dorosła osoba zafascynowanie wróciło - oświadczyłam w domu, że chcę zrobić prawo jazdy na ciężarówkę. Pracowałam w szkole jako opiekunka i równocześnie robiłam prawo jazdy. Nie ukrywam, że najbliższa rodzina była sceptycznie nastawiona do mojego pomysłu. Jednak kiedy rodzice widzieli moją satysfakcję z pierwszej pracy za kierownicą ciężarówki, gdy po wielu godzinach wracałam do domu zmęczona, ale zadowolona, zrozumieli, że to był właściwy wybór. Było po prostu widać, że to co robię sprawia mi frajdę. Od tego czasu minęło 18 lat, a dla mnie nadal moja praca jest życiową pasją. Myślę, że to jest klucz do osiągania sukcesów zawodowych oraz dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego w każdej branży, nie tylko transportowej.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem


Pogodzenie obowiązków wynikających z pracy za kierownicą ciężarówki oraz wychowania dziecka to nie lada sztuka. Chodzi o to żeby nie zaniedbać i jednego, i drugiego. Jak się to Pani udawało?

Wróciłam do pracy jak moja córka miała rok i trzy miesiące. Nie ukrywam - było ciężko. Trzeba było za coś żyć, zarabiać nie tylko na utrzymanie dziecka, ale i spłatę kredytu hipotecznego. Kilka miesięcy później rozstałam się z mężem i zostałam sama z córką, co jeszcze pogorszyło sytuację. Na szczęście miałam cudownego tatę i mam przekochaną mamę - rodzice wzięli na swoje barki duży ciężar opieki nad dzieckiem i jego wychowania. Na forach internetowych dziewczyny pytają jak wrócić za kierownicę mając małe dziecko. Z tej wymiany spostrzeżeń wynika jedno - podstawą jest wsparcie osób bliskich: partnera, rodziców czy dziadków. Z ich pomocą można to wszystko jakoś poukładać. Z drugiej strony, trzeba dziecku poświęcać każdą wolną chwilę, skupiać na nim maksimum uwagi, na każdym kroku pokazywać, że jest kochane, jak najwięcej aktywności wykonywać wspólnie itp. Przy takim podejściu ograniczony kontakt bezpośredni nie zaburza wzajemnych relacji, nie przeszkadza w okazywaniu miłości i przekazywaniu właściwych wzorców. Wydaje mi się, że mam lepszy kontakt z moją córką niż wiele matek, które są w domu 24 godziny na dobę i codziennie zajmują się dziećmi.

Po powrocie do kabiny ciężarówki nie miała Pani wrażenia, że bezpowrotnie traci chwile, które powinna spędzać z córką?

Pyta Pan o moje wyrzuty sumienia? Myślę, że każda matka, także pracująca zawodowo 8 godzin dziennie, miewa wyrzuty sumienia dotyczące tego, że nie poświęca dziecku wystarczająco dużo uwagi, nie jest w stanie zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Moim zdaniem, nie ma sensu zadręczać się z tego powodu. Najważniejsze jest to, żebyśmy dawali z siebie maksimum, byli rodzicem nie na 100 a 200 procent. Przyznam się, że jeśli wyjeżdżałam w trasę na dłużej w okresie, kiedy córka miała 3-5 lat, starałam się nie dzwonić do niej w ciągu tygodnia. Wiedziałam bowiem, że dziecko jest pod troskliwą opieką moich rodziców, a gdy przyjdzie czwartek czy piątek, zabiorę je od dziadków i będziemy fajnie spędzać czas. Myślę, że każda matka powinna poszukać złotego środka żeby nie robić sobie niepotrzebnych wyrzutów sumienia. Konieczne jest zdroworozsądkowe podejście do zagadnienia - przecież to jest nasza praca, musimy utrzymać dom, nie będąc w nim codziennie...

Jaki był Pani klucz na rozwiązywanie problemów, jakie ma każde dziecko, jak niepowodzenie w szkole czy kłótnia z koleżanką?

Jak już powiedziałam, w moim przypadku instytucja babci i dziadka okazała się fantastyczna, sprawdziła się w 100 procentach. Swoje drobne smuteczki i niepowodzenia córka dzieliła z moimi rodzicami i zawsze mogła liczyć na ich zrozumienie i wsparcie. Jeśli natomiast córka bardzo chciała ze mną porozmawiać - nigdy nie było z tym problemu. Tu dygresja - rozwój technologii ułatwił kontakty międzyludzkie, można nie tylko się słyszeć, ale i oglądać na ekranach smartfonów i komputerów. Jeżeli natomiast córkę coś mocno bolało czy mierziło, to weekend był na to żeby ją wysłuchać, wesprzeć i doradzić. Muszę jednak podkreślić, że miałam sporo szczęścia jeśli chodzi o specyfikę wykonywanej pracy - na przykład pewien czas bywałam w domu codziennie, odbierałam córkę z przedszkola i mieliśmy wtedy ciągły kontakt. Udawało mi się znajdować taką pracę, która pozwalała mi się spełniać jako matce.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem


Często zabierała Pani córkę w trasę? Jak wspomina Pani wspólnie spędzony czas podczas takich wyjazdów?

Eliza jeździła ze mną bardzo często. Starałam się zapewnić jej jakieś atrakcje podczas wyjazdów, na przykład zwiedzanie miasta czy ciekawych miejsc (między innymi Poznań, Kraków, Kurnik), różne wspólne aktywności. To była forma zachęty, trzeba przyznać - skuteczna. Swego czasu robiłam dwudniowe kółka, kręcąc się między Poznaniem a Warszawą, przy czym w drugiej z tych lokalizacji miałam pauzę. Zabierałam tam czasem córkę i podczas pauzy wyjmowałyśmy rowery z kosza na palety i jechałyśmy około 5 kilometrów do miejscowości Błonie. Mieścił się tam wspaniale wyposażony plac zabaw, gdzie mała mogła się wyszaleć. Gdy już miała dość zabawy, wracałyśmy do kabiny, gdzie córka zajmowała się sobą, a ja mogłam się zdrzemnąć. Dużo mamy wspólnych wspomnień z tras po Polsce. Nie udało mi się jej zabrać do Anglii, nad czym trochę ubolewam.

Czy córka interesuje się motoryzacją? Chciałaby Pani żeby poszła w ślady mamy?

Potrafi prowadzić samochód, siedziała nawet za kierownicą ciężarówki. Rozumie, że ta praca może dawać satysfakcję, sprawiać frajdę. Kiedyś, po moim udziale w audycji radiowej, córka powiedziała, że od lat jestem jej idolką. Wystawienie takiej laurki było dla mnie bardzo ważnym i przyjemnym doświadczeniem. Córka przyznaje jednak, że praca za kierownicą nie jest czymś co ją kręci. W szóstej klasie szkoły podstawowej nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość, chociaż mam wrażenie, że mogłaby pracować z dziećmi. Jeśli w jej otoczeniu znajdują się małe dzieci, to natychmiast staje się animatorką. Potrafi je czymś zająć, zainteresować - ma do tego predyspozycje. Widzę ją na przykład w roli nauczyciela wychowania przedszkolnego lub szkolnego psychologa. Oczywiście może w sobie odnaleźć inne powołanie, ma dopiero 13 lat.

Rozmawiał: Cezary Bednarski
Fot. Anna Dąbrowska
Do ulubionych
FIRMOWY SPOTLIGHT
ADR Adviser Doradztwo i Szkolenia Jacek Pluta


NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

NASZE WYWIADY

OPINIE

NASZE RELACJE

Photo by Josh Hild from Pexels