Namiary na Morze i Handel

Port z funkcją serwisu
Utworzona: 2021-02-22

Morska energetyka wiatrowa jest uznawana za jeden z najbardziej perspektywicznych obszarów pozyskiwania energii odnawialnej.

REKLAMA
Mimo większych kosztów budowy farm wiatrowych na morzu niż na lądzie, warunki do produkcji energii elektrycznej są, w przypadku tych pierwszych, zdecydowanie korzystniejsze. Wiatr na morzu wieje przez ok. 90% roku, a roczny czas efektywnej pracy farm morskich jest dłuższy niż lądowych.

Korzystne warunki wietrzne i geologiczne Bałtyku sprawiają, że Polska ma duże możliwości rozwijania farm wiatrowych. Szczególnie że bałtycki potencjał w tym zakresie ocenia się na porównywalny z Morzem Północnym, które wiedzie prym, jeśli chodzi o liczbę działających elektrowni morskich. Cała Europa, według niektórych szacunków, ma potencjał na zbudowanie do 2050 r. morskich farm o mocy do 450 GW, z czego na Bałtyk przypada ok. 83 GW, a na polską strefę 28 GW. Natomiast docelowy potencjał morskiej energetyki wiatrowej w Polsce oceniany jest między 7,5 GW a 14 GW.

Ponadto według raportu „Polskie porty lokalne a rozwój morskich farm wiatrowych”, sporządzonego w maju ub.r. na potrzeby Senatu RP, skala planowanych inwestycji w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej Morza Bałtyckiego oraz w strefach pozostałych państw nadbałtyckich niebawem będzie na tyle duża, że pracy nie zabraknie zarówno dla głównych portów instalacyjnych, jak też dla mniejszych portów, które będą miały duże znaczenie dla fazy eksploatacyjnej farm i operacji serwisowych.

Wiele portów Morza Północnego, szczególnie w Wielkiej Brytanii i Niemczech, uniknęło gospodarczej marginalizacji i wykorzystało szansę rozwoju właśnie dzięki energetyce wiatrowej. Z jednej strony ulokowano na ich obszarze zakłady produkujące śmigła do wiatraków oraz elementy wież, z drugiej zaś stanowiły zaplecze najpierw budowlane, a następnie serwisowe dla powstających w ich pobliżu morskich farm. Zresztą obszar Morza Północnego wiedzie prym w dziedzinie rozwoju morskich farm wiatrowych. Siemens ulokował dużą fabrykę śmigieł w brytyjskim porcie w Hull. Niemieckie porty, takie jak Cuxhaven, Husum czy Bremenhaven, a także brytyjskie Mostyn czy Grimsby są przykładem ośrodków zawdzięczających swoją obecną pozycję m.in. morskiej energetyce wiatrowej. Na początku lat 90. zmagały się ze spadkiem konkurencyjności oraz masowym bezrobociem. Przykłady można mnożyć. Chociażby belgijska Ostenda czy duński Esbjerg, które są jednymi z liderów w obsłudze projektów wiatrowych oraz ich serwisie. Impulsem rozwojowym okazały się właśnie inwestycje zarówno w produkcję elementów wież wiatrowych, jaki i, po zakończeniu budowy, w infrastrukturę do obsługi serwisowej farm.

Dlatego też małe polskie porty również mogłyby stanowić zaplecze dla prac serwisowych związanych z morską energetyką wiatrową. Typowy okres eksploatacji morskiej farmy wynosi co najmniej 25 lat, więc popyt na ich usługi byłby zapewniony przez dekady. Aby tak się stało, niezbędne będą inwestycje w modernizację tych portów. Kluczowa będzie również skala inwestycji w farmy wiatrowe, ponieważ pojedyncze projekty nie zachęcają do rozbudowy portów oraz utrzymywania infrastruktury. Dotyczy to przede wszystkim takich portów jak Ustka, Darłowo, Kołobrzeg, Władysławowo czy Łeba, które w 2016 r. były analizowane pod tym kontem przez Fundację na rzecz Energetyki Zrównoważonej.

Na razie jednak, jak zauważają przedstawiciele firm logistycznych zajmujących się obsługą elementów farm wiatrowych, wymienione porty nie spełniają w żadnym stopniu wymagań stawianych centrom serwisowym. Mianowicie nie posiadają nabrzeży długości ok. 200 m i głębokości powyżej 6,5 m. Obecnie dysponują jedynie nabrzeżami o długości 90-100 m, a maksymalny poziom zanurzenia to 4,5 m w Darłowie, 4 m we Władysławowie, 4,5 m w Ustce i 5 m w Kołobrzegu. Aby więc przystosować istniejącą infrastrukturę do obsługi serwisowej morskich farm wiatrowych i dużej liczby zawinięć statków typu SOV czy CTV niezbędne są inwestycje rzędu 0,7-1 mld zł. Co prawda w porcie w Darłowie siedzibę swojego serwisu ma GE – co istotne w kontekście możliwości wykonywania tam serwisu zarówno turbin lądowych, jak i morskich – jednak problemem są parametry nawigacyjne portu oraz często stare i wysłużone nabrzeża.

Idealnym rozwiązaniem byłoby stworzenie zupełnie nowego, zewnętrznego portu w Ustce. Jednak potrzebna byłaby do tego wola polityczna oraz zaangażowanie administracji państwowej. Z kolei nakład na budowę takiego portu wyniósłby ok. 2-3 mld zł. Poza tym środki, które można byłoby pozyskać na taka inwestycję, miałyby pochodzić z unijnych funduszy na rozwój rybołówstwa, co de facto uniemożliwia prowadzenie w porcie jakiejkolwiek działalności poza połowem ryb. Należy także pamiętać, że budowa morskich turbin o łącznej mocy 10 GW zajmie ok. 10-12 lat. Pojawia się pytanie, czy tylko sam serwis i obsługa farm zapewnią zwrot zainwestowanych środków i zagwarantują pokrycie kosztów eksploatacji.

– Dlatego moim zdaniem podstawowym portem serwisowym powinno być Władysławowo. Jest ono położone stosunkowo blisko portów w Gdyni i Gdańsku, lotnisk w Kosakowie i Gdańsku, czyli jest bardzo dobrze zlokalizowane pod względem logistycznym. A przede wszystkim blisko miejsca, gdzie mają stanąć polskie farmy wiatrowe, czyli na wschód od Ławicy Słupskiej. Także ewentualne nakłady na jego przystosowanie do takiej roli nie będą tak duże, jak chociażby w przypadku małych portów środkowego Wybrzeża. Zainteresowane tym projektem są także lokalne władze, które widzą ogromny potencjał dla takiej inwestycji – zaznacza Michał Śmigielski, prezes Morskiej Agencji Gdynia.

Udział portu we Władysławowie w obsłudze serwisowej farm wiatrowych zakłada m.in. strategia rozwoju portu opracowana w połowie 2019 r. przez zarządzającą nim spółkę Szkuner. Oznacza konieczność powstania nowego portu wschodniego, gdzie skoncentrowana byłaby działalność offshore. Koszty modernizacji i rozbudowy infrastruktury w tym kierunku oszacowano wstępnie na ok. 232 mln zł (zostaną one zweryfikowane i uaktualnione na etapie studium wykonalności) i stanowią zaledwie 0,3% kosztów inwestycji w morskie farmy wiatrowe.

Jak podkreślają autorzy opracowania, skoro morskie elektrownie powstać mają m.in. po północnej i północno-wschodniej stronie Ławicy Słupskiej, na wysokości obszaru między Ustką a Władysławowem, w odległości 20-50 km od lądu, to właśnie port we Władysławowie (razem z Ustką) byłby najlepszą lokalizacją dla przyszłego serwisowania farm. Wstępne założenia deweloperów zakładają, że do ich obsługi niezbędnych będzie docelowo 20-30 jednostek serwisowych, kursujących bez przerwy między portem a farmą, oraz przynajmniej 2 porty umożliwiające obsługę statków o zanurzeniu 6-7 m i długości 120-150 m.

– Według deklaracji deweloperów faza eksploatacji farm wiatrowych rozpocznie się ok. 2025 r. i potrwa co najmniej do 2050 r. W celu wykorzystania szans rozwojowych Portu Władysławowo z tym związanych, bardzo istotne jest, aby jego rozbudowa była spójna właśnie z harmonogramami dotyczącymi eksploatacji farm wiatrowych na południowym Bałtyku – czytamy w przygotowanym dokumencie.

Z kolei senacki raport zwraca również uwagę na fakt, że małe porty są ważne dla przyszłości poszczególnych regionów. Stanowią jeden z najważniejszych czynników stymulujących rozwój gospodarczy gmin, w których są położone. Dlatego szansą jest zarówno realizacja dotychczasowych funkcji, jak i nowych aktywności związanych m.in. z obsługą działalności poszukiwawczej i wydobywczej oraz budową i eksploatacją farm wiatrowych. Zdaniem autorów raportu, kluczową kwestią dla wspomnianego rozwoju będzie zaangażowanie się gmin w zarządzanie portami oraz realne włączenie portów w politykę zrównoważonego rozwoju. Natomiast wśród niezbędnych zdań samorządu i portu wymienia się pełne wykorzystanie istniejącego już potencjału, w tym m.in. optymalizację wykorzystania terenów portowych oraz pozyskanie nowych inwestorów czy wspieranie inwestycyjne i lobbingowe rozwoju infrastruktury transportowej na zapleczu portów.

Jak podkreślają przedstawiciele branży wiatrowej, dyskusje na temat hubu instalacyjnego nie powinny przesłonić konieczności jak najszybszego wyboru portu, który będzie obsługiwał już gotowe elektrownie, a przede wszystkim nie mogą opóźnić podjęcia decyzji w tej sprawie. Port ten ma bowiem przez 25-30 lat nadzorować prawidłowe działanie farm morskich. PiF

Źródło: Namiary na Morze i Handel
Do ulubionych Namiary na Morze i Handel
Photo by Josh Hild from Pexels