Josephs.ScotBorowiak Properties Ltd

Na wschodzie bez zmian (na lepsze)

Utworzona: 2023-06-21


Dyskusję na walnym zgromadzeniu członków Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych zdominował problem nieuczciwej konkurencji firm z kapitałem białoruskim i rosyjskim, zakładanych w Polsce. Zebrani udzielili absolutorium zarządowi i zagłosowali za podniesieniem składki członkowskiej.

Spośród 406 firm skupionych w Kujawsko-Pomorskim Stowarzyszeniu Przewoźników Drogowych im. Dionizego Woźnego, z siedzibą w podbydgoskich Lipnikach, na walnym zgromadzeniu stawili się przedstawiciele 105 podmiotów. Tym samym, wobec stwierdzenia kworum, zebranie było uprawnione do podejmowania wiążących decyzji, np. uchwał.


Prezes stowarzyszenia Adam Jędrych (stoi na zdjęciu powyżej) przywitał zebranych przedsiębiorców i powitał gości, wśród których znaleźli się m.in. przedstawiciele ZMPD: prezes Jan Buczek i dyrektor Departamentu Transportu Piotr Mikiel. Jak zwykle obradom przysłuchiwali się funkcjonariusze ITD: kujawsko-pomorski wojewódzki inspektor transportu drogowego Marcin Mroczkowski oraz naczelnik Wydziału Inspekcji Krzysztof Nowak. Sytuację firm transportowych ze wschodniej Polski, specjalizujących się swego czasu w przewozach na Wschód, nakreślili trzej przedsiębiorcy z Łukowa w woj. lubelskim: Jacek Sokół, Adam Izdebski i Szczepan Krzysiński.


Sprawozdanie z pracy zarządu złożył wiceprezes stowarzyszenia Grzegorz Chełminiak. W 2022 r. KPSPD pracowało bez zakłóceń, obsługując przewoźników w zakresie dystrybucji zezwoleń i karnetów TIR, a także organizacji szkoleń online, na których m.in. wyjaśniano przedsiębiorcom zagadnienia związane z wejściem w życie nowych uregulowań Pakietu Mobilności, rzutujących na wzrost kosztów prowadzenia działalności transportowej obok takich czynników jak załamanie się rynku przewozów na Wschód, podwyższenie składek na ZUS czy rekordowych cen paliw, które z czasem, na szczęście, wróciły do akceptowalnych poziomów.

Składka członkowska w górę o 20%

Grzegorz Chełminiak zwrócił uwagę, że od 18 lat nie było podwyżki składki członkowskiej, co – wobec braku wpływów z obsługi systemu viaTOLL – powoduje, że prowadzenie biura stowarzyszenia jest finansowym wyzwaniem. Podkreślił przy tym, że przedstawiciele zarządu i komisji rewizyjnej wykonują swoją pracę na rzecz organizacji społecznie. Propozycja 20-procentowej podwyżki składki rocznej znalazła zrozumienie wśród zgromadzonych, którzy w głosowaniu zaakceptowali ją niemal jednogłośnie. Oznacza to, że od 2024 r. składka wynosić będzie: dla firm użytkujących jeden do pięciu zestawów ciężarowych – 440 zł; podmiotów z taborem liczącym 6-15 jednostek transportowych – 720 zł, a przedsiębiorstw z flotą 16 zestawów lub więcej – 1440 zł. Wpisowe wynosić będzie 440 zł. W kolejnym głosowaniu zgromadzenie zatwierdziło sprawozdanie finansowe oraz udzieliło absolutorium zarządowi i komisji rewizyjnej.

Odbierają pracę polskim przewoźnikom


Goście z Łukowa (na zdjęciu powyżej) poinformowali, że w woj. lubelskim powstało wiele firm transportowych z kapitałem białoruskim i rosyjskim, które skorzystały z certyfikatów kompetencji zawodowych udostępnionych przez polskich przewoźników (niektórzy rodzimi transportowcy wspomogli w ten sposób wiele podmiotów, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem). Dzięki temu przed przybyszami ze Wschodu nasz rynek stanął otworem, a polscy przewoźnicy nie są w stanie z nimi konkurować stawkami za fracht z powodu ponoszenia znacznie wyższych kosztów działalności (m.in. płace polskich kierowców są nieporównywalne do tych jakie otrzymują ich ukraińscy koledzy po fachu). Stąd decyzja o protestach polegających na blokadach przejść granicznych w Dorohusku z Ukrainą i Koroszczynie z Białorusią (wolny przejazd miały tylko ciężarówki przewożące żywe zwierzęta, towary niebezpieczne i wymagające kontrolowanej temperatury, a inne były przepuszczane po kilka co godzinę).

Goście z Łukowa powiedzieli, że niektóre zakłady z tamtego rejonu ładują tylko ukraińskie ciężarówki. Duża grupa ukraińskich przewoźników, korzystając z tego, że nie muszą mieć zezwoleń z powodu wojny w ich kraju, ładują naczepy na wschodzie Polski i realizują przewozy do państw Europy Zachodniej. Osobną sprawą jest to, że stan techniczny ich pojazdów w wielu przypadkach pozostawia, delikatnie mówiąc, sporo do życzenia. Padł również przykład Białej Podlaskiej, gdzie zarejestrowanych jest mnóstwo firm z białoruskim kapitałem, które łącznie dysponują flotą ponad 2 tysięcy pojazdów. To olbrzymia siła odbierająca pracę polskim przewoźnikom.

Transport komercyjny powinien być objęty zezwoleniami


Jan Buczek (stoi na zdjęciu powyżej) odniósł się do problemów przedstawionych przez przewoźników ze wschodniej Polski. Przypomniał, że na mocy umowy Ukrainy z Unią Europejską tamtejsi przewoźnicy, w związku z działaniami wojennymi, otrzymali prawo wjazdu na obszar państw UE bez zezwoleń. W początkowej fazie wojny było to działanie zrozumiałe i uzasadnione, trzeba było bowiem pomóc walczącej Ukrainie. Z czasem jednak sytuacja gospodarcza u naszych wschodnich sąsiadów się zmieniła i stąd postulat szefa ZMPD, przedstawiony na spotkaniu z ministrem infrastruktury, powrotu do zezwoleń dla ukraińskich przewoźników (notabene pomysł nie został poparty przez przedstawiciela jednej z polskich organizacji branżowych).

W ocenie ZMPD przewozy objęte "szczególną troską", czyli np. z pomocą humanitarną dla Ukrainy czy w odwrotnym kierunku z płodami rolnymi, które stanowią towary eksportowe naszych sąsiadów, powinny nadal być zliberalizowane, realizowane bez ograniczeń ilościowych, chociaż objęte kontrolą. Natomiast w odniesieniu do transportów komercyjnych, będących efektem wymiany handlowej między gospodarkami ukraińską i państw UE, powinien wrócić system zezwoleń. Jan Buczek podkreślił, że lobbiong za tym rozwiązaniem nie zyskał uznania wśród rządzących.

Urzędnicy wiedzą lepiej

Szef ZMPD dodał, że wprowadzenie zakazu wjazdu pojazdów białoruskich i rosyjskich przez polskie przejścia graniczne wywołało retorsje ze strony władz białoruskich, co w praktyce oznacza wyeliminowanie polskich przewoźników z realizacji transportów na Wschód, także do takich krajów jak Mongolia, Kazachstan czy Uzbekistan. Jego zdaniem, ministerialni urzędnicy wszystko wiedzą lepiej i nie słuchają polskich przewoźników.

Jan Buczek zauwałył, że po pandemii bardzo ucierpiała gospodarka UE, a wojna w Ukrainie zadała jej kolejny cios. Skutkiem tego wielu polskich przewoźników uszczupla swoją ofertę transportową, bo nie jest w stanie zapewnić całej flocie obłożenia ładunkami. Są w fazie oczekiwania na wzrost zapotrzebowania na transport. Polscy przewoźnicy mają jednak wyjątkową umiejętność dostosowywania się do sytuacji, co daje nadzieję, że przeczekają kryzys i doczekają pojawienia się fali wznoszącej dla swoich biznesów.

Przemówi argument siły?

Jeden ze zgromadzonych na sali przedsiębiorców wyraził pogląd, że problemy polskich przewoźników powinny być przekazywane europosłom i prezentowane na szczeblu Parlamentu Europejskiego w sytuacji, gdy polskie władze pozostają głuche na argumenty transportowców. Ktoś inny zauważył, że rozwiązywanie kwestii prawnych na poziomie UE jest procesem czasochłonnym, zatem nie można się spodziewać dynamicznych zmian. Zdaniem kolejnego, do odprawy na terminalu w Koroszczynie powinne być dopuszczone tylko firmy zarejestrowane w Polsce, które powstały przed wybuchem wojny w Ukrainie. Kolejny z przewoźników zachęcił do tego żeby poważnie rozważyć możliwość zorganizowania strajku, twierdząc, że do polskich władz najlepiej przemawia argument siły. Aplauzu nie było. Najwyraźniej oczy przewoźników skupionych w KPSPD skierowane są na Zachód, gdzie wysyłają swoje ciężarówki i zarabiają pieniądze.

Tekst i zdjęcia: Cezary Bednarski
Do ulubionych
FIRMOWY SPOTLIGHT
Wega Agencja celna


NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

NASZE WYWIADY

OPINIE

NASZE RELACJE

Photo by Josh Hild from Pexels