REKLAMA

Polski transport przetrwa wszystko?
Utworzona: 2018-12-28

Niektóre założenia do Pakietu Mobilności, przyjęte w grudniu przez Radę Unii Europejskiej, polscy przedsiębiorcy transportowi oceniają krytycznie. Jeśli Pakiet przyjmie kształt zbliżony do tych propozycji, naszym przewoźnikom międzynarodowym może być ciężko utrzymać dotychczasową, dominującą pozycję na wspólnotowym rynku.

Przypomnijmy najważniejsze ustalenia ministrów do spraw transportu z grudniowego posiedzenia Rady Unii Europejskiej.

Na razie to propozycje

Ogólne założenia (propozycje uregulowań) Rady UE do Pakietu Mobilności przewidują, że:
- przewozy tranzytowe będą wyłączone z regulacji dotyczących delegowania pracowników, podobnie jak przewozy bilateralne, czyli organizowane między dwoma krajami;
- w drodze do kraju docelowego i powrotnej do kraju siedziby przedsiębiorstwa transportowego dozwolony byłby jeden dodatkowy załadunek lub rozładunek w innych państwach znajdujących się na trasie przejazdu (kierowca nie podlegałby przepisom o delegowaniu);
- jeśli w drodze do miejsca docelowego nie byłoby załadunku lub rozładunku, to stworzono możliwość dokonania dwóch załadunków lub rozładunków w drodze powrotnej;
- w przypadku innych rodzajów operacji transportowych ("mały" i "duży" kabotaż) zasady delegowania pracowników i wypłacania im płacy minimalnej miałyby zastosowanie od pierwszego dnia wykonywania przewozu.

Rada zdecydowała się na utrzymanie regulacji kabotażu w obecnym kształcie, czyli dopuszczających 3 przewozy kabotażowe w ciągu 7 dni. Aby jednak zapobiec systematycznemu wykonywaniu kabotażu, ma zostać wprowadzony tzw. cooling-off period, czyli okres "schładzający" - przerwa wynosząca 5 dni zanim kolejne operacje kabotażowe będą mogły być przeprowadzone w tym samym kraju z wykorzystaniem tego samego pojazdu.

Przewoźnik będzie zobowiązany organizować pracę kierowcy w taki sposób, aby ten mógł wrócić do domu przynajmniej raz na 4 tygodnie. Jeśli kierowca zdecyduje się na dwa skrócone odpoczynki tygodniowe pod rząd, powrót do domu będzie musiał nastąpić po trzech tygodniach przebywania w trasie.

Co dalej?

Teraz czekamy na stanowisko, jakie w tej sprawie przyjmie Parlament Europejski, co może (ale nie musi) nastąpić w styczniu 2019 roku. Kolejnym etapem będzie tzw. trilog, czyli negocjacje pomiędzy Parlamentem i Radą UE z udziałem Komisji Europejskiej, mające na celu opracowanie treści Pakietu Mobilności. Nawet jeśli trilog zakończy się sukcesem przed zakończeniem obecnej kadencji PE, to i tak ustalony będzie okres przejściowy zanim nowe przepisy zaczną obowiązywać (z reguły są to 2 lata). Oznacza to, że Pakiet Mobilności wejdzie w życie nie wcześniej niż w 2021 roku. Do tego czasu przewozy międzynarodowe wewnątrz Wspólnoty będą się odbywać na dotychczasowych zasadach.

Wprowadzenie każdego nowego ograniczenia swobody działania na unijnym rynku należy ocenić negatywnie, bo powoduje pogorszenie sytuacji polskich przewoźników, nadweręża ich kondycję. Kraje "starej " Unii chcą nas wypchnąć z kabotażu, a tym samym ograniczyć pole działania i odebrać jedną z możliwości zarabiania pieniędzy. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale przyjęcie Pakietu Mobilności w kształcie zaproponowanym przez Radę UE spowoduje, że wielu polskich przewoźników skurczy się, ograniczy swoje zasoby, a spora ich liczba wypadnie z unijnego rynku. Jeśli ziści się pesymistyczny scenariusz rozwoju wydarzeń, będziemy musieli jako polski transport walczyć o przeżycie
- ocenia Tomasz Rejek, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych w Gdyni.
Celem zmian, które mają nastąpić jest bezsprzecznie ochrona rynku poszczególnych krajów Unii Europejskiej przed zagraniczną konkurencją. Nie jest jednak możliwe w najbliższym czasie, aby Europa poradziła sobie bez polskiego transportu. Zaostrzenie regulacji prawnych może co najwyżej spowodować zmniejszenie udziału polskich pojazdów w realizacji przewozów międzynarodowych o maksymalnie 10%. My sami w ostatnich dwóch latach parokrotnie odliczaliśmy nasz koniec w transporcie międzynarodowym, a do dziś prawie nic się nie zmieniło. Oczywiście czekają nas zmiany, do których będziemy musieli się dostosować, ale przecież jesteśmy w tym najlepsi. Polski transport nigdy nie upadnie. Owszem, z gry wypadną firmy, które będą za słabe lub nie dostosują się do nowych realiów rynkowych. Jednak dostosowanie się nie musi oznaczać akceptowania wszystkiego, co nam podają. Może oznaczać ciężką walkę, podczas której na pewno nie obędzie się bez ofiar
- komentuje Adam Aszyk, prezes zarządu firmy Adar.
Cezary Bednarski
Do ulubionych