REKLAMA

Rozważna czy romantyczna
Utworzona: 2019-03-08

O krętej drodze, jaką musiała przejść, by dotrzeć do miejsca, w którym znajduje się obecnie, marzeniach o stworzeniu własnego mini zoo, przemierzaniu tajemniczych lasów Schwarzwaldu oraz codzienności życia w trasie rozmawiamy z Angeliką Bednarz, jeżdżącą na co dzień w podwójnej obsadzie ze swoim narzeczonym.

REKLAMA
Powieść angielskiej pisarki Jane Austen pokazuje, że tytułowy rozsądek i romantyczność oraz wynikające z nich dwa modele zachowań powinny się wzajemnie uzupełniać, nie zaś wykluczać.

Do której z bohaterek powieści jest Ci bliżej? Rozważnej siostry, która musi nauczyć się romantyczności, wyrażania swoich uczuć i dzielenia ich z innymi, czy raczej do romantycznej, która musi nauczyć się rozwagi, opanowania i zwracania uwagi na opinię innych?

Myślę, że posiadam cechy obu sióstr. Zarówno rozwaga jak i dzielenie się uczuciami z innymi równoważy się. Niegdyś zdecydowanie przeważała romantyczność, niestety było to wykorzystywane przez ludzi. Przez bezgraniczne zaufanie i szczerość nie raz wpadałam w kłopoty, a potem płakałam. Jednak dzięki tym doświadczeniom jestem teraz o wiele silniejsza i potrafię odróżniać osoby przyjazne od tych, które chcą wyrządzić mi krzywdę.

Zachód słońca, spacer brzegiem morza… czy w takich okolicznościach wpadł Ci do głowy pomysł, że zostaniesz kierowcą ciężarówki? Jak ewoluowała Twoja praca, firmy, ciągniki? Czy ta droga była wyboista, czy raczej prosta i bez ostrych zakrętów?

Nie, to odbyło się w zupełnie innych okolicznościach. Sam pomysł bycia kierowcą ciężarówki podsunął mi mój przyjaciel, dziś narzeczony Damian. Pracowałam wtedy za granicą na kilka etatów. Imałam się każdej pracy, a motywacją było założenie po powrocie do kraju mini zoo. Od zawsze kocham zwierzęta, więc chciałam połączyć pasję z własnym interesem. Byłam wtedy w Holandii. Pracowałam od rana do wieczora w fabryce czekoladek, po jej zakończeniu pomagałam koordynatorowi wprowadzać nowych pracowników, sprzątałam domy po wyprowadzkach oraz jeździłam jako Uber po Holandii/Belgii i Niemczech. W związku z tym, że pracy było bardzo dużo praktycznie nie spałam, pieniędzy spektakularnych nie zarabiałam, postanowiłam więc wrócić do Polski i spróbować sił jako kierowca busa. Jazda od zawsze sprawiała mi frajdę. Uwielbiałam kursować osobówką, busem czy quadem, więc wożenie ludzi do Niemiec czy Holandii wydawało mi się rewelacyjnym rozwiązaniem. Jednak Damian skutecznie wybił mi ten pomysł z głowy twierdząc, że lepszą opcją będzie jazda ciężarówką, ponieważ w tym przypadku czas pracy regulowany jest tachografem, można zarobić lepsze pieniądze a niestety na busach wcale nie jest tak kolorowo jakby się mogło wydawać. NIGDY nie miałam do czynienia z ciężarówką i w życiu nie myślałam, że mogłabym prowadzić takiego kolosa. Jednak mając przy sobie kogoś, kto we mnie wierzy i szczerze dopinguje, postanowiłam spróbować. Za namową Damiana poszłam do firmy, w której pracował, na rozmowę o pracę. Podczas niej zapytałam szefa prosto z mostu, czy jak zdam prawo jazdy, da mi szansę i będzie czekało na mnie miejsce w jego flocie. Nie uwierzycie, ale zgodził się! To niesamowicie mnie zmotywowało!


Pieniądze zarobione w Holandii częściowo przeznaczyłam na prawko, drugą część udało mi się sfinansować przez urząd pracy. Po niezbyt przyjemnym kursie, wielu gorzkich słowach ze strony instruktora, który za wszelką cenę próbował wmówić mi, że nie nadaję się by zostać kierowcą zawodowym, zawzięłam się i egzamin zdałam za pierwszym razem. Dorabiałam wtedy dodatkowo jako kurier, a po zrobieniu pierwszej kategorii i kwalifikacji od razu zabrałam się za jazdę na solówce. Moja pierwsza praca polegała na zbieraniu ubrań z kontenerów PCK, wrzucaniu ich na auto i zwożeniu na bazę. Potem przyszła kolej na prawko na przyczepy. Tym razem sfinansowałam je w całości z własnej kieszeni. Wybrałam najlepszą szkołę nauki jazdy w Koszalinie. Lepszych nauczycieli nie mogłam sobie wymarzyć. Egzamin zdałam za drugim razem, ponieważ przy pierwszym podejściu bardzo się zestresowałam. Presja zrobiła swoje, ale na szczęście wzięłam się w garść i kolejnym razem podeszłam do egzaminu na luzie ;)

Zaraz po odebraniu prawa jazdy, zgodnie z obietnicą udałam się do firmy, w której pracował Damian. Szef jak obiecał tak zrobił i przyjął mnie do pracy, za co do końca życia będę mu wdzięczna. Do zawodu miał przyuczyć mnie Damian podczas kilkutygodniowej trasy, po czym miałam jeździć już sama. Wtedy z wieloletniej przyjaźni zrodziła się miłość i tak już zostaliśmy w jednym aucie. Byliśmy bardzo zadowoleni z naszej pracy. W wakacje rozsiedliśmy się na dwa auta, DAF-a i MAN-a, ale jeździliśmy w te same miejsca, jak na sztywnym holu. Śmigając po całej Europie ciągnęliśmy naczepę typu "wywrotka, wanna". Wtedy też miałam wypadek. Nie zachowałam dostatecznego odstępu od Damiana i gdy w Niemczech przed nami wydarzył się wypadek, wszyscy zaczęli hamować awaryjnie. Ja niestety nie wyhamowałam. Ucierpiał ciągnik i moja psychika również. To zdarzenie nauczyło mnie by trzymać dość duży odstęp i jeździć rozważniej.


Kolejnym etapem w moim, a raczej naszym życiu była przeprowadzka ze Szczecina do Zabrza, gdzie poszliśmy pracować do firmy, w której pracowali nasi przyjaciele. Auta w pierwszym miesiącu zmienialiśmy aż 3 razy. Najpierw była to Scania R450, potem dwa Volva FH500. Nie sprawdzaliśmy opinii na temat tej firmy w Internecie, nie dopytywaliśmy się nikogo, bazowaliśmy na opinii znajomych. Firma w konsekwencji okazała się kompletną porażką, stan techniczny aut i naczep wołał o pomstę do nieba, byliśmy traktowani jak śmieci, kilometry robiliśmy jak busiarze i byliśmy zmuszani do przekraczania tachografu nawet o 6h, zawsze gdy był czas na powrót do domu po dwóch tygodniach. Żeby tego było mało, gdy postanowiliśmy odejść z pracy ludzie, których uważaliśmy za przyjaciół całkowicie się od nas odwrócili. Nie poddaliśmy się, zmieniliśmy pracę i choć przeprowadziliśmy się na drugi koniec Polski z dala od rodziny, to na przyszłość spoglądamy pozytywnie. Aktualnie pracujemy w przedsiębiorstwie transportowym z Legnicy w systemie trzy tygodnie w trasie, tydzień w domu. Myślę, że ta praca jest spełnieniem naszych marzeń. W związku z tym, że oboje z Damianem uwielbiamy zwiedzać, a firma oferuje zróżnicowane kierunki, takie jak Hiszpania, Grecja, Włochy czy Portugalia, to jesteśmy w stanie połączyć pracę z odkrywaniem pięknych zakątków. Scanię R410 w TopLinie, mamy dostosowaną pod siebie. Posiadamy tak zwany „gwarant” pensji, dlatego nie stresujemy się, że zarobimy mniej gdy stoimy nie ze swojej winy, tak jak było to w poprzedniej firmie. Także moja droga była dość kręta i wyboista ale nie poddaję się, bo mam obok siebie Damiana ;)

Strach, przerażenie czy raczej odwaga i pewność siebie. Które uczucia towarzyszyły Tobie na początku pracy?

Podczas pierwszego kursu pojechałam do Francji. Początkowe minuty za kółkiem były przerażające. Bałam się jak nie wiem co! Za kółkiem siedziałam sztywno i zastanawiam się, co ja tu robię. Na szczęście z godziny na godzinę było coraz lepiej. A wjeżdżając na jakąkolwiek firmę, strach mieszał się z dumą. Czułam, że robię coś fajnego i mimo tylu przykrości w życiu wreszcie coś mi się udało!

Jesteście ze sobą niemal 24 godziny na dobę. Czy to nie stwarza trudnych sytuacji? Udaje się Wam wypracować jakąś przestrzeń tylko dla siebie?

Podczas jazdy bardzo często bywa tak, że gdy jedna osoba milczy to zaraz druga rzuca tekstem w stylu „Co nic nie gadasz?” Damian wielokrotnie powtarza, że już nie wyobraża sobie jazdy w pojedynczej obsadzie. Jesteśmy ze sobą tak bardzo związani, że tej przestrzeni dla siebie nawet nie potrzebujemy! Jak chcę poczytać książkę to zakładam stopery w uszy i czytam, a Damian prowadzi słuchając muzyki. Wychodzę z założenia, że dla chcącego nic trudnego.

Fakt, że jesteście parą ułatwił Wam znalezienie pracy w podwójnej obsadzie? Czy pracodawcy chętnie zatrudniają duet?

Zdążyłam się zorientować, że pracy dla podwójnej obsady jest o wiele mniej niż dla pojedynczej. O dobrej ofercie już nie wspomnę. Firmy często oferują zbyt niskie zarobki, długie systemy pracy, bądź auta, które co chwilę trzeba zmieniać. Jednak pracodawcy chętnie przyjmują pary, tym bardziej, że kierowców jest mało a pracy dużo.

Praca kierowcy nie należy do najłatwiejszej. Czasem wymaga siły fizycznej. Zdarza Ci się czasem wykorzystywać fakt, że jesteś kobietą i migać się od ciężkiej roboty?

Nie, nie wykorzystuję tego. To raczej Damian przypomina mi, że jestem kobietą i gdy źle się czuję, każe siedzieć w kabinie. Wtedy najczęściej odwdzięczam się soczystym opieprzem, lecz w głębi serca wiem, że chce dla mnie dobrze, martwi się i kocha ;)

Kobiety wyruszając w jakąkolwiek podróż zabierają ze sobą niezliczoną ilość ubrań, kosmetyków i innych drobiazgów. Ty też tak masz? Czy zabierasz ze sobą w trasę ulubioną parę szpilek i przysłowiową mała czarną?

Szpilki i mała czarna nawet w domu zbierają kurz i zakładam je, jak naprawdę muszę. Za to latem standardowo pakuję sukienki, spódniczki, a do tego sandałki i baleriny. Makijaż? Bez tego z auta się nie wynurzę.

Czy udało się Wam zagospodarować równą przestrzeń w kabinie?

Generalnie od zagospodarowania miejsca w aucie i upychania rzeczy jestem ja. Damian swoich rzeczy ma zdecydowanie mniej.

Jeżdżąc po Europie widziałaś z pewnością wiele pięknych miejsc, które zapierają dech w piersiach. Czy masz jednak jakieś szczególne, do którego chciałabyś wrócić w wolnym czasie?

Uwielbiam zwiedzać i każdą wolną chwilę na to przeznaczam. Miejscem, które najbardziej pokochałam i marzę by tam kiedyś odpocząć, są lasy Schwarzwaldu. Ciemna, gęsta roślinność okrywająca góry, strumyki, ludowe wioski, mnóstwo legend i dziwów przyprawiających o gęsią skórkę.

Czy z każdego miejsca, które odwiedzasz przywozisz jakieś pamiątki poza zdjęciami i wspomnieniami?

Z każdego miejsca, w którym jestem przywożę magnesy na lodówkę - mam ich już ponad 200!

Jesteś bardzo aktywna w mediach społecznościowych, angażujesz się w rozmaite przedsięwzięcia. Właściwie po co to robisz?

Robię to wszystko, by motywować kobiety w robieniu prawka. Mnie dopingował mój partner, jednak nie wszystkie mogą liczyć na takie wsparcie. Rodzina czasem też nie pomaga, za to potrafi wyśmiać. Dlatego też, gdy piszą kobiety, a nawet mężczyźni, że poprzez moje działania motywuję ich, daję wiarę na spełnienie marzeń, to pomimo hejtu i przykrości jakie mnie spotykają wiem, że robię to co powinnam! I daje mi to wielkiego kopniaka do dalszych działań!

Dzisiaj obchodzimy Dzień Kobiet. Czego zatem życzysz kobietom w tym dniu?

Tak więc: ODWAGI BABECZKI! ODWAGI! Nic więcej nie potrzeba ! ;)

Rozmawiała Monika Słotwińska-Persak
Do ulubionych