REKLAMA
Truck & Business Polska

Jak skutecznie kierować transportem?
Utworzona: 2017-01-12

Wykonanie jakiegokolwiek transportu najczęściej wiąże się z zawarciem umowy transportowej lub spedycyjnej. Jak to zwykle nie tylko w tej w branży bywa, każde tego rodzaju porozumienie pełne jest zapisów, dzięki którym nie dość, że nie dostaniemy pieniędzy za wykonaną usługę, to dodatkowo jeszcze dopłacimy. W jaki sposób można nie dopuścić do kłopotów?

Kruczki w zleceniach

Większość zleceń zaczyna się od informacji o tym, że transport odbywa się zgodnie z konwencją CMR (o ile jest to transport międzynarodowy) lub w oparciu o Prawo Przewozowe (dotyczy transportu krajowego). Niestety, w następnych punktach umowy często znajdziemy zapisy, które konwencji CMR przeczą, na co nie wszyscy zwracają uwagę. W sytuacji, kiedy marże w branży są niskie, firmy spedycyjne szukają różnych sposobów na zwiększenie zysków.

Termin przesyłania dokumentów

Wiele umów spedycyjnych, zwłaszcza tych redagowanych przez polskie przedsiębiorstwa, posiada informację o konieczności odesłania dokumentów przewozowych w konkretnym terminie, na przykład 7 dni. Konsekwencją niedotrzymania tego punktu umowy może być obniżenie frachtu lub znacząco wydłużony termin płatności. Duża część firm spedycyjnych skrupulatnie sprawdza, czy dokumenty zostały odesłane w wyznaczonym terminie. Kiedy więc dokumenty przychodzą po ustalonym czasie, natychmiast wysyłane jest obciążenie, mogące wynosić nawet 50 procent frachtu.

To oczywiście postępowanie nieznajdujące uzasadnienia w regulacjach prawnych. Dlatego też, aby uniknąć sporów na drodze sądowej, warto zwrócić uwagę, czy dana firma wymaga zwrotu listów przewozowych w konkretnym czasie i czy straszy przy tym wysokimi karami. Lepiej przecież zareagować wcześniej niż później toczyć „poważniejsze boje”.

Opłaty postojowe

Kolejny przykład zapisów, które nie mają nic wspólnego z Konwencją CMR ani Prawem Przewozowym to czas wolny od opłat za przestój. Szczytem wszystkiego w mojej ocenie jest sytuacja, gdy w zleceniu określona zostanie konkretna awizacja załadunku i rozładunku, a mimo wszystko widnieje zapis o 24 godzinach wolnych od opłat przestojowych. To sposób działania używany przez wiele spedycji.

Spedytor ma dzięki temu większą pewność, że przewoźnik przyjedzie na załadunek odpowiednio wcześnie. Jednak, jeśli będzie musiał poczekać kilka lub kilkanaście godzin, to już nie problem spedycji, bo przecież w zleceniu była informacja o czasie wolnym od opłat przestojowych. Tego typu historie zdarzają się głównie we współpracy z polskimi podmiotami, jednak zagraniczne szybko się od nas uczą tego, czego akurat nie należy robić…

Przed takimi sytuacjami można się zabezpieczyć. Przede wszystkim, nie możemy zgadzać się na zapis o dobie wolnej od opłat za przestój, zwłaszcza, gdy załadunek czy rozładunek ma konkretną awizację godzinową. Poza tym, w zleceniu powinna widnieć konkretna informacja o wysokości opłat przestojowych oraz po jakim czasie one zaczynają obowiązywać. Wiele firm produkcyjnych płaci swoim przewoźnikom za przestój powyżej trzech czy czterech godzin. Dlatego przed podjęciem zlecenia, warto taki zapis wynegocjować.

Pisemne potwierdzenie

Innym przykładem zapisu, na który koniecznie należy zwrócić uwagę, jest informacja o tym, że jeśli w przeciągu określonego czasu (najczęściej jest to 30 minut) nie wyrazimy zastrzeżeń, zlecenie uznane zostaje jako przyjęte. Zapis ten może być problematyczny dla obu stron. Spedytor, wysyłając zlecenie powinien upewnić się, że przewoźnik je dostał. Najlepsze rozwiązanie stanowi odesłanie podpisanego zlecenia faksem lub poprzez e-mail, dopiero wtedy umowa zostaje w pełni zawarta.

W przeciwnym przypadku, przewoźnik może nie podstawić auta twierdząc, że nie dostał zlecenia. Z drugiej strony, firma transportowa, która otrzymuje zlecenie i początkowo nie ma czasu zagłębić się w warunki, z góry wyraża zgodę na wszystkie warunki porozumienia, nawet te najbardziej absurdalne. Dlatego też, w sytuacji, gdy nie ma możliwości przeczytać od razu warunków, warto wynegocjować dodatkowy czas na zapoznanie się z umową, by uniknąć poważnych konsekwencji.

Reklamacje

Wiele firm spedycyjnych zastrzega sobie w zleceniach prawo do wstrzymania zapłaty za przewóz w sytuacji spowodowania szkody w transporcie. Jest to zapis jak najbardziej niezgodny z prawem. Jeśli transport został wykonany, przewoźnikowi należy się wynagrodzenie. Koszty ewentualnych uszkodzeń powinny pokryć wszelkiego rodzaju ubezpieczenia – przecież właśnie dlatego funkcjonują tego rodzaju usługi. Oczywiście dotyczy to sytuacji, w której wybrany przez spedycję przewoźnik faktycznie posiada ważną polisę ubezpieczeniową. W przeciwnym razie sprawa znacznie się komplikuje i najczęściej znajduje zakończenie na sali sądowej.

Spóźnienia

Praktycznie każde zlecenie transportowe posiada zapis o odpowiedzialności przewoźnika za spóźnienie na załadunek i rozładunek. Często kara za zbyt późne dowiezienie ładunku może stanowić równowartość frachtu. To kolejny przykład zapisu niezgodnego z Konwencją CMR. Według obowiązującego prawa, firma transportowa staje przed groźbą obciążenia za spóźnienie, jeśli udowodnione zostaną szkody powstałe z tego tytułu.

Tak więc w sytuacji, gdy zostajemy obciążeni za spóźnienie tylko „z zasady”, ponieważ taki zapis był w zleceniu, sprawa najczęściej kończy się w sądzie i najczęściej jest rozstrzygana na korzyść przewoźnika. Jak wiadomo, praktycznie każda tego typu historia ma nieco inny przebieg. W transporcie nie da się przewidzieć wielu sytuacji, takich jak niespodziewane awarie, wypadek na drodze, złe warunki atmosferyczne. Tak czy inaczej, aby uniknąć problemów, nie należy godzić się z zapisem o niebotycznych karach za spóźnienia. Należy też zawsze prosić o udowodnienie ewentualnych strat poniesionych przez drugą stronę.

Totalna abstrakcja

W każdej sytuacji, kiedy realizujemy ładunek dla nowej spedycji, bardzo ważne jest przeczytanie ogólnych warunków zlecenia. Jest to istotne, ponieważ coraz częściej znajdują się w nich zapisy wręcz absurdalne. Firmy spedycyjne stosują je jako „straszaki”. Przykładowo: zmniejszenie frachtu o 30 procent za brak nazwiska osoby odbierającej towar, czy też kara w wysokości 100 euro wynikająca z braku informacji o lokalizacji auta. Zdecydowanie należy się wystrzegać takich podpunktów zlecenia, o ile nie chcemy każdej noty obciążeniowej wyjaśniać w sądzie.

Autor: Edyta Stępniewska, Logistic Department Coordinator, Agro-SkładDo ulubionych Truck & Business Polska